Stowarzyszenie PiK

Z REDAKCYJNEJ POCZTY



„PIK - Myśli bez Cenzury” Rok V Nr 4/13 - kwiecień/ maj/ czerwiec/ lipiec 2012

Dnia 26 lutego 2012 roku ksiądz prałat Aleksander Jaszczur obchodził imieniny. Tak wypadło, że dopiero teraz składam Mu z tej okazji najserdeczniejsze życzenia. Z tej okazji ułożyłem taką małą rymowankę, którą chciałbym zadedykować Księdzu Prałatowi. Przypomnę, że imię Aleksander składa się z dwóch greckich wyrazów: alekso (bronię) i ander (człowiek), co w wolnym tłumaczeniu oznacza - OBROŃCA LUDZI.

Roman Wąsik

Aleksander

Przypadek to, czy plan Boży,
czy jakieś inne zdarzenie,
Ze w kościele na Chrzcie obdarzono
Cię właśnie tym imieniem.
Czy wiedziałeś, że swe życie poświęcisz
by bronić ludzi,
I w zadaniu tym Pan przez lata
Cię tak mocno utrudzi?
Pewnie nie, bo któż szuka dróg
swego losu na niebie.
Bądź dumny, bo Pan w swej mądrości
zechciał wybrać Ciebie!


„PIK - Myśli bez Cenzury” Rok V Nr 3/12 - kwiecień 2012

SMUTNO

Szanowny Panie Redaktorze!

Uważam, iż warto wspomnieć, że przed laty z pięknego miasteczka, jakim był (i chyba jest) Myślibórz, wyemigrowało do stolicy Polski, czyli Warszawy, kilku wspaniałych jego mieszkańców. Wśród nich:
Stasiek Skórkowski,Edek i Wiesiek Zabiegałowscy, Wojtek Winglarek, Jasio Baranowski, Alek Prus, Ula Fryczkowska, no i ja - Wacław Gudalewicz.
Pamiętam, jak organizowałem w Warszawie z wyżej wymienionymi sentymentalne spotkania. Spotkania te były bardzo sympatyczne. Wspominaliśmy nasze młode lata wspólnie spędzone w naszym uroczym miasteczku.
Było fantastycznie.A teraz spotkań już nie ma. Niektórzy wyjechali z Warszawy, a inni odeszli już z tego świata
na zawsze. Zostałem tylko ja.

· Stasiek Skórkowski - już nie żyje, byłem na Jego pogrzebie razem ze Zdzisiem Hermanem i Wojtkiem Winglarkiem,

· Edek i Wiesiek Zabiegałowscy - też odeszli z tego świata,

· Wojtek Winglarek - jest ciężko chory, wyjechał z Warszawy do Gilowic,

· Jasio Baranowski - odszedł na tamten świat,

· Alek Prus - wyjechał z Warszawy do Londynu (był tam kilkanaście lat), a po przyjeździe też zmarł,

· Ula Fryczkowska - opuściła Warszawę wyjeżdżając do Gorzowa Wlkp.

Przykro, ale spotkań, o których wyżej wspomniałem – już nie ma. Pomyślałem więc sobie, że dobrze by było przypomnieć współczesnym tych, którzy spędzili swoją młodość w Myśliborzu, a dorosłe życie w Warszawie.

I tu prośba do Pana Redaktora. Jeśli uzna Pan, że to moje skromne wspomnienie warto zmieścić w Waszym periodyku, to bardzo o to proszę. Z góry dziękuję.

Wacław Gudalewicz


„PIK - Myśli bez Cenzury” Rok V Nr 2/11 - luty 2012

Szanowny Panie Redaktorze!

Dopiero teraz wpadł mi w ręce pański artykuł z grudnia 2009 r. pt. „Lekcja historii”. Po przeczytaniu artykułu zrobiło mi się smutno. Poczułam się też nim urażona. Czytałam go kilka razy, aby zrozumieć intencje autora. Przypuszczam, że jest Pan absolwentem zlikwidowanego LO, młodszym ode mnie. Odnoszę też wrażenie, że posiada Pan poglądy prawicowe, ale treść artykułu i jad sączący się z niego jakoś temu jednak przeczy. Z dumą donoszę, że jestem absolwentką myśliborskiego Liceum Pedagogicznego, matura 1962. Emerytka, po 35 latach pracy w szkole. Według pana „Kuźnia socjalistycznych kadr” - przez pięć lat, tyle trwała nauka w LP, nigdy nie byłam (byliśmy) indoktrynowani. Matematyk uczył matematyki, polonista wpajał miłość do ojczystej mowy, zaznajamiał z polską, ale i powszechną literaturą, zasadami pisowni, ortografii oraz gramatyki polskiej, fizyk uczył fizyki, chemik – chemii itd. itp. Potem praca, większości z nas, na wsi. Szczególnie tam, bowiem brakowało nauczycieli. Czy jest coś złego w tym, że w wiejskich szkołach dzieci wiejskie mogły zdobywać wiedzę? Czy nie słyszał Pan o powojennym analfabetyzmie, szczególnie na wsi? Czy, według Pana, wiejskie dzieci nie miały prawa do nauki? „Ulubieńcy partii”. Nie potrafię powiedzieć, czy tak było. Przez pięć lat w szkole nie miałam z partią komunistyczną nic wspólnego. Tak jest do dnia dzisiejszego. Pochodziłam z rodziny silnej wiarą katolicką, o zdecydowanych patriotycznych poglądach, i niemieszkającej na wsi. Nie interesowała mnie, ani moich kolegów partia, polityka, kariera. Przygotowywaliśmy się do zawodu nauczycielskiego najlepiej, jak mogliśmy. Poziom nauki był wysoki, nauczyciele wymagający i za to im składamy wielkie dzięki. Byli serdeczni i troskliwi, za co również jestem im wdzięczna. Obraża nas pan stwierdzeniem: nie matura, lecz chęć szczera… Mieszkaliśmy w internacie, a do domu mogliśmy pojechać raz w miesiącu. Jakże zazdrościliśmy tzw. dochodzącym koleżankom i kolegom. Czy to też był według Pana przywilej, zwłaszcza dla 13-, 14-, 15-latków? Czy karierą według Pana była praca w zapadłym zakątku województwa szczecińskiego, gdzie nie tylko nie było marnego sklepiku, ale i telefonu w promieniu kilkunastu kilometrów? Piszę o tym, dlatego, że właśnie brak telefonu we wsi omal nie przypłaciłam, w wieku 20 lat, życiem. Czy chciałby Pan mieszkać na jakimś strychu, w pokoiku, do którego wchodziło się po stromych spróchniałych schodkach, bez wody, kuchni, bez możliwości ugotowania sobie jakiejś marnej zupki? W 1962 r. moja miesięczna „wysoka” pensja nie wystarczyła na kupno nawet marnego zimowego płaszcza. Czy według Pana, to były te zapewnione w miarę wysokie dochody? Czy pan wie, co Pan pisze? Czy to był ten „popłatny” według pana zawód? A nasze kariery? Przed maturą poinformowano nas, że na studia stacjonarne nie mamy co liczyć. Z powodu braku nauczycieli musimy iść do pracy. Po trzech latach możemy się uczyć na zaocznych 2-letnich SN-ach. Ja osobiście wysłałam dokumenty do trzech wyższych uczelni (byłam uparta w swoich dążeniach), które powróciły do mnie z adnotacją: „absolwentów LP nie przyjmujemy”. Czy to też można nazwać przywilejem dla absolwentów „pedałów”? A może to, że gdy dostałam się (wreszcie) na filologię polską na SN-ie, mnie i kilka osób ze mną zmuszono nas do przejścia na filologię rosyjską pod groźbą, że jeśli się nie zgodzimy, nie będziemy mogli studiować na żadnej uczelni? Pretekstem dla decydentów była bardzo dobra ocena z języka rosyjskiego na świadectwie maturalnym i wpis w dowodzie osobistym miejsca urodzenia, jako ZSRR zamiast dawnego województwa Stanisławowskiego? „Fabryka propagandzistów” - kolejna niesumienność. Byliśmy przez 5 lat przygotowywani do pracy z dziećmi, a nie do komitetów lub „prania mózgów”. Z mojej klasy jedna osoba poszła „w komitety” i robiła tam jakąś partyjną karierę. Pozostali wszyscy uczyli, a nie agitowali czy „prali mózgi”, jak to Pan ujmuje. Tacy „pracze” byli i są do tej pory w każdym zakładzie pracy, w każdym zawodzie czy środowisku. Podejrzewam, że wśród absolwentów LO można byłoby znaleźć ich na pęczki. Nie rozumiem, skąd u Pana taka nienawiść i zawiść w stosunku do byłych uczniów LP. Przez lata uczyliśmy się w sąsiednich budynkach, łączyło nas wspólne podwórko (potem przeszliśmy do nowego, Za Bramką). Tylko, nic więcej. Uczniowie LP i LO nie miewali ze sobą kontaktów. Jedni i drudzy trzymali się raczej osobno. O ile pamiętam, przerwy też mieliśmy ustalone o innej porze. Konfliktów między nami też raczej nie było, więc skąd ta niechęć do nas? Nic nas nie łączyło, ale też nie dzieliło. Podejrzewam, że ma Pan bardzo wysokie mniemanie o sobie. Pewnie nie dostał Pan jakiegoś awansu lub posady, a uważał, że tylko jemu to przynależy? Kiedy dowiedziałam się z „Wieści myśliborskich” o likwidacji myśliborskiego LO, współczułam uczniom, nauczycielom i absolwentom szkoły. Wiedziałam, że tak jak my, nie będą mieli dokąd po latach wracać. Budynek wprawdzie się ostał, ale to tylko budynek. Tak się złożyło, że likwidatorami byli, trochę starsi ode mnie, absolwenci LP. Znam ich i nie rozgrzeszam. Boli mnie bowiem likwidacja każdej szkoły. KAŻDEJ! Nie sądzę jednak, aby zrobili to z nienawiści do Ogólniaka. Tę nienawiść widzę jednak u Pana. Przykre, ale prawdziwe. Chyba ma Pan problem. Z własnym kompleksem, oczywiście. Po przeczytaniu pana artykułu nie oparłam sie pokusie napisać Panu, co myślę o artykule i „prawdzie” zawartej w nim. Nie jest moją intencją obrażać autora, ale przykro, że Pan obraża tysiące osób, absolwentów LP.

Z poważaniem

Helena Romaszko



Właśnie przeczytałam artykuł pana Wiernickiego z 2009 o „pedałach” z Liceum Pedagogicznego w Myśliborzu. Autorowi nie pomogło ukończenie „ogólniaka”, bo popisał się zjadliwością i najwyraźniej ma kompleksy, że nie zrobił kariery ani w Warszawie ani nawet w Myśliborzu.

Agnieszka Maciejko
Absolwentka Liceum Pedagogicznego



PIK – Myśli bez Cenzury” Rok III Nr 1/5 – październik 2010

Myślibórz – 2010-02-08 

Pan

Waldemar Jacek Wiernicki

Redaktor naczelny pisma

PIK – Myśli bez Cenzury”

 Proszę o zamieszczenie w najbliższym wydaniu pisma „PIK - Myśli bez Cenzury” sprostowania następującej treści:

 Publikacja mego tekstu zatytułowanego „Cyrk” na str. 7 ostatniego numeru w/w pisma (nr 2/4 grudzień 2009 r.) nastąpiła bez mojej wiedzy i zgody, z podaniem także błędnej informacji, że jestem członkiem Stowarzyszenia „Praworządność i Kultura”, co nie jest prawdą.

 Tekst „Cyrk” był pisany do „Pisma Myśliborskiego”, które płynęło także pod prąd koszmarnej myśliborskiej rzeczywistości samorządowej, ale w zupełnie innym stylu i mając głębsze cele.

 Publikację mego tekstu na łamach Waszego pisma traktuję, jako naruszenie moich dóbr osobistych z wszystkimi konsekwencjami wynikającymi z tego faktu.

Marek Majewski

pasek

qr

ts PiK © 2016 | APYCOM

863048